"Jeśli Tatarów ujrzycie na drodze, Mówcie, żem przeszła, gdyście zboże siali Powiadaj prawdę, bo ona jedynie nas zbawi" Odeszła i znikła gdzieś w sinej oddali Nazajutrz, gdy przyszedł rolę swą zobaczyć Szumiało na niej złotą falą zboże
Wieżyce, stare mury, wawelskie krużganki Czekają na jej powiew, jak na dłoń kochanki, Co puści tchnieniem słońca z pędów młode liście I znowu Zygmuntowską ozdobi złociście.
Dzwony niechaj biją! Radosny to czas! Gwiazda betlejemska poprowadzi nas. Ref. Mamy hojne dary, Jezuniu, dla Ciebie. objawiony Panie w uświęconym chlebie. Cudem dla nas jesteś w ten zimowy czas, więc do serca swego przytul mocno nas.
Uderzyły serca jak dzwony pośród czasu co nie znał litości zjednoczyły się z Tym Narodzonym który nie miał nic – oprócz miłości Nadciągają tłumy jak piaski pośród zgiełku pełnego próżności
Współistnieje jedynie z nietoperzami, kwiatami i pająkami. Gdy słucha rozkwitającej w milczeniu róży, na szelest opadającego płatka, cofa się i kurczy jak ameba
I tak nieruchomi oboje poddaliśmy się nieuchronnie ostateczności. Stałam tak, pośród mijających nas w pośpiechu przechodniów, z dziejącym się w moich dłoniach misterium śmierci,
gdy tylko cień od słońca kładł się już na ławkach, i biegiem dnia zmęczona zionęła jego paszcza; dziś szedłem gdzie wczoraj jeszcze pies mego instynktu potrafił się w nich zgubić