Długie lata czekałeś z pragnieniem na wargach posądzany żarliwie o żądzę zdobyczy… A dziecko w ramionach wie, że pragniesz dawać tam gdzie mędrzec roztropny poczuwa się do winy
Dziękuję Ci, Boże, że nie jestem jak inni ludzie. Pojedynczy egzemplarz, niewprawny w ramki [nieraz i bez ramek wart by go powiesić] Ale wie już, że inny nie oznacza gorszy
Za wcześnie na czułość! – nie pora na gody nie nadeszła godzina, i czas nie gotowy – i potok mętny, bijący brzeg, że aż boli naśmiewa się przewrotnie pohukując „powoli!”
Patrzyłam obmyślając [odmowną] odpowiedź gdy już padnie jak zwykle prośba o pieniądze. Ma cztery latka, Święta, synek, umiera na raka, i ostatkiem tchu, odchodząc nagle, to wszystko trwało chwilkę
Subtelny makijaż bledziutkiego nieba, delikatny księżyc, misterna jasność szronu… i cichutka radość, nieśmiałe bicie serca że tu tyle Ciebie, jakbyś czuł się w Domu
Błogosławiona miedzy niewiastami Byłaś zapewne jedyną zwyczajną kobietą
od założenia świata.
Skąd by któraś inna wzięła tyle odwagi
by nie silić się na nic nadzwyczajnego. s. Agnieszka Koteja
*** Zaczynam być Cię pewna.
Nie żeby bez rozstań, równiutko i gładko.
Ale że znowu i znowu i znowu dało się
wrócić s. Agnieszka Koteja Prądnik, 10.12.2001
191 Odsłon
komentarz?
This web site was made with PostNuke, a web portal system written in PHP.