I o tę większą miłość chodzi, a nie o niezjedzonego pączka, niewypalonego papierosa, zgaszony telewizor czy komputer. O wiekszą miłość do Boga i do ludzi, którzy są obok nas. W jaki sposób wyrazimy tę miłość, ma drugorzędne znaczenie. Samo poszukiwanie wielkopostnego postanowienia już tworzy w nas tę przestrzeń miłości, w której łatwiej będzie Boga spotkać. Dlatego nie rezygnujmy z tych postanowień.
Rozpoczynamy Wielki Post
„Czy zwieszanie głowy jak sitowie i użycie woru z popiołem za posłanie - czyż to nazwiesz postem i dniem miłym Panu? Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków” - czytamy w Księdze Izajasza (rozdz. 58).
Nie wszyscy w tym okresie liturgicznym postanawiają ofiarować Bogu coś szczególnego, coś więcej. Przypominamy o tym dzieciom, a sami często uznajemy, że życie i tak przynosi tyle bólu i wyrzeczeń, że nie jest potrzebne szukanie dodatkowych. Coś w tym jest, bo ważniejsze jest umieć przyjąć codzienny krzyż i dobrze wypełniać swoje obowiązki, niż pośród złości i bylejakości życia rzucić Bogu jakiś ochłap i czuć się wielkim. A jednak, kiedy uświadomimy sobie co działo się tam, w Świętej Ziemi, co spotkało Bożego Syna za nasze grzechy, potrzebujemy odpowiedzieć na tę miłość swoją większą miłością.
I o tę większą miłość chodzi, a nie o niezjedzonego pączka, niewypalonego papierosa, zgaszony telewizor czy komputer. O wiekszą miłość do Boga i do ludzi, którzy są obok nas. W jaki sposób wyrazimy tę miłość, ma drugorzędne znaczenie. Samo poszukiwanie wielkopostnego postanowienia już tworzy w nas tę przestrzeń miłości, w której łatwiej będzie Boga spotkać. Dlatego nie rezygnujmy z tych postanowień. Nawet jeżeli w zeszłym roku nie wyszło, nawet jeżeli w połowie postu zapomnimy o nich. Nie trzeba się zrażać porażkami, bo nie zawsze mamy tyle samo sił, a tu nie chodzi o zdobycie sprawności, o miejsce na mecie. Nawet pojedyncze akty miłości mają wielkie znaczenie przed Bogiem. Ewangeliczna wdowa wrzuciła do skarbony grosik i to ona została pochwalona przez Jezusa, a nie bogaty faryzeusz. Bo tu o nasze serce chodzi. Chodzi o nasze serce...
Jak pisaliśmy w ubiegłym tygodniu, okres Wielkiego Postu trwa 40 dni. Na Wschodzie trwał 8 tygodni, ponieważ soboty i niedziele były od postu wolne. W Rzymie trwał 6 tygodni. Ponieważ jednak nie poszczono w niedziele, liczba dni postu wynosiła 36 dni. To dlatego dodano cztery brakujące dni i teraz Wielki Post rozpoczynamy w środę, a nie w niedzielę. Ostatecznie Środa Popielcowa rozpoczyna Wielki Post od roku 1570.
Możemy jednak spotkać się także z pojęciem „przedpościa”. Wprowadził je Grzegorz I Wielki. Przedpoście trwało trzy tygodnie, obowiązywał pokutny, fioletowy kolor szat liturgicznych, nie śpiewano słowa Alleluja i obowiązywał post, tyle że dużo łagodniejszy. Przedpoście zniósł Innocenty IV w 1248 roku, ale w Polsce zachowało się w niektórych regionach nawet do XIX wieku.
Na Wielki Post papież co roku kieruje do nas Orędzie. W tym roku punktem wyjścia są słowa św. Pawła: „Jawną się stała sprawiedliwość Boża (...) przez wiarę w Jezusa Chrystusa” (Rz 3,21-22). Czytamy w nim:
„W wielu współczesnych ideologiach, jak dobrze popatrzeć, występuje ta przesłanka: skoro niesprawiedliwość pochodzi «z zewnątrz», to aby zapanowała sprawiedliwość, wystarczy usunąć zewnętrzne przyczyny, które uniemożliwiają jej urzeczywistnienie. Ten sposób myślenia — napomina Jezus — jest naiwny i krótkowzroczny. Niesprawiedliwość, owoc zła, nie ma jedynie zewnętrznych korzeni; rodzi się ona w sercu człowieka, w którym tkwią zalążki tajemniczej zmowy ze złem. Psalmista z goryczą uznaje: «Oto zrodzony jestem w przewinieniu i w grzechu poczęła mnie matka» (Ps 51 [50],7). Tak, człowieka osłabia wewnętrzna siła, która ogranicza jego zdolność do komunii z drugim człowiekiem. Z natury swojej otwarty na swobodną wymianę z innymi, czuje, że dziwna siła ciążenia popycha go do zamknięcia się w sobie, do wybicia się «ponad» innych i «przeciw» innym: jest to egoizm, konsekwencja grzechu pierworodnego. Adam i Ewa, zwiedzeni kłamstwem Szatana, gdy wbrew Bożemu przykazaniu sięgnęli po tajemniczy owoc, zastąpili logikę ufności w Miłość logiką opartą na podejrzliwości i rywalizacji; logikę tego, kto przyjmuje, ufnie oczekuje na coś od Drugiego — logiką tego, kto niecierpliwie zagarnia i postępuje według własnego uznania (por. Rdz 3,1-6), co w rezultacie napełniło ich niepokojem i niepewnością.
(...) Co to za sprawiedliwość, gdy sprawiedliwy umiera za winnego, a winowajca otrzymuje w zamian błogosławieństwo, które należy się sprawiedliwemu? Czyż nie jest zatem tak, że każdy otrzymuje przeciwieństwo tego, co «mu się należy»? W rzeczywistości to pokazuje Bożą sprawiedliwość, głęboko różniącą się od sprawiedliwości ludzkiej. Bóg w swoim Synu zapłacił cenę naszego wykupu, cenę naprawdę ogromną. W obliczu sprawiedliwości krzyża człowiek może się buntować, gdyż uwidacznia ona jasno, że człowiek nie jest istotą samowystarczalną, ale potrzebuje Drugiego, aby być w pełni sobą. Nawrócić się do Chrystusa, wierzyć w Ewangelię oznacza w gruncie rzeczy właśnie to: wyzbyć się złudzenia samowystarczalności, aby uświadomić sobie i zaakceptować własny brak — brak innych i Boga, potrzebę Jego przebaczenia i Jego przyjaźni”.
Zbyt często, patrząc na krzyż, który jest obok nas „od zawsze”, zachowujemy się tak, jakby ta Śmierć nam się należała. Jakby normalne było, że Bóg umiera za nas. To my czujemy się nieszczęśliwi i skrzywdzeni przez życie. Czas Wielkiego Postu jest okresem, kiedy trzeba popatrzeć na siebie inaczej. To nie Adam i Ewa. To nie inni źli ludzie. To my sami krzywdzimy innych i ranimy Boga. To przez nas i dla nas Jezus umiera na krzyżu. I to my musimy na Jego miłość odpowiedzieć.
Bogumiła Szewczyk